Królowa przesady, słynna aktorka i komik - Joan Rivers znów nie przebierała w środkach, żeby pokazać wszystkim za co kochamy i jednocześnie nienawidzimy Amerykę.
Niedawno pisaliśmy o jej nowym reality show (ZOBACZ TUTAJ), w którym ekipa filmowców towarzyszyła gwieździe m. in. podczas jej 734. operacji plastycznej. Na początku serii Joan przeprowadziła się do Kalifornii, żeby być bliżej córki - Melissy.
To właśnie relacja matka-córka jest osią show. W ostatnim odcinku Rivers została zaproszona do domu rodziców chłopaka Melissy- Jasona Zimmermana - na uroczysty obiad.
Aktorka była tak spięta, że nie wiedziała co ze sobą zrobić. Z pomocą przyszła jej przyjaciółka - Lynne, która zapewniła Joan, że ma coś, co na pewno ją uspokoi.
Lekarstwem na stres okazała się marihuana, którą Lynne przywiozła od doktora - oczywiście na receptę. Tuż po "zakurzeniu" pojawiły się spazmy śmiechu i dziwne uczucie głodu.
Umieram z głodu, chcę jeść natychmiast! - oznajmiła Joan
Joan tak się zrelaksowała, że nie była w stanie usiąść za kółkiem i musiała zadzwonić po córkę. Matka musiała się przed nią gęsto tłumaczyć i nie obeszło się bez "ochrzanu". Role nieco się odwróciły.
Po zakupie hamburgerów Melissa położyła niesforną Joan spać. A przynajmniej tak jej się wydawało do momentu, kiedy nie przyłapała jej w jacuzzi na... (przewińcie do ósmej minuty)
Ach ta Joan. No cóż, ostatnie deklaracje Janusza Palikota nauczyły nas, że w telewizji nic tak nie zagęszcza atmosfery jak unoszący się w powietrzu zapach konopi.