NIE-NEWS

"Mój program to wyraz sprzeciwu wobec taniej rozrywki" Wywiad z twórcą videobloga "Polimaty"

MD
06.04.2013 09:06
A A A Drukuj
Wstaje i idzie do pracy, kiedy większość z nas jeszcze głęboko śpi. Dzięki temu później ma dużo wolnego czasu i tworzy swój autorski program na Youtubie. Twierdzi, że każdą wiedzę da się przekazać na tyle ciekawie, żeby słuchacz zapamiętał. Rozmawialiśmy z Radkiem Kotarskim, twórcą videobloga popularnonaukowego "Polimaty".

Marcin Derlukiewicz: Co to są „Polimaty”?

Radosław Kotarski: - „Polimaty” to mój autorski program, który ma bardzo proste zadanie. Ma zachęcić ludzi do tego, żeby chcieli zdobywać wiedzę. Ideą tego programu, jest przekazywanie wiedzy w trochę inny sposób, niż jest to robione na uczelniach czy w jakichkolwiek innych ośrodkach naukowych.

Starasz się wykonywać misję, z której zrezygnowała telewizja? W wielu komentarzach ludzie porównują cię do Bogusława Wołoszańskiego

- Faktycznie, „Polimaty” w wersji wideo są głosem sprzeciwu wobec tego, co się dzieje we współczesnej telewizji. Nie zgadzam się z często powtarzaną tezą, że to gusta ludzi kształtują telewizję. Wydaje mi się, że jeśli zapytalibyśmy różne osoby, to okazałoby się, że chciałyby one oglądać nie tylko programy rozrywkowe, lecz także programy naukowe. Nie mówię, że programy rozrywkowe są złe, chodzi mi raczej o zachowanie proporcji.

Dawniej programy typu „Sonda” czy „Sensacje XX wieku” miały nawet własne redakcje naukowe. Dziś już nie ma śladu po czymś takim. Kto myśli, że widzowie potrzebują tylko programów typu „Pamiętniki z wakacji” czy „Dlaczego ja?”. Tania rozrywka oczywiście musi istnieć, ale zadaję sobie pytanie, czy tylko ona może istnieć. „Polimaty” w wersji wideo są wypełnieniem tej luki i myślę, że to w dużej mierze przekłada się na ich popularność.

Ale skąd w ogóle pomysł, by kręcić programy na wideo? Przecież zawodowo nie masz z kamerami nic wspólnego.

- Dwa lata temu, przed powstaniem „Polimatów”-filmów, robiłem Polimaty „analogowe”, w formie spotkań na żywo. I to był wyraz sprzeciwu wobec tego, jak wygląda polski system edukacyjny i tego, że ludzie po studiach nie chcą wracać do kwestii, o których się wcześniej uczyli, bo kojarzą im się one z nudą. Chciałem pokazać, że to może być jednak ciekawe. Że coś, czym my byliśmy katowani w szkołach - na przykład wiersze Szymborskiej - pokazane od innej strony, może być ciekawe.

Forma wideo powstała przez przypadek. Miała spopularyzować wspomniane wykłady. Okazało się jednak, że film, który miał być tylko reklamą wykładu, obejrzało 60 tys. osób. To była o wiele większa skala, niż ta, do której ja docierałem. Na każdy wykład stacjonarny przychodziło po 30-40 osób. Dlatego zdecydowałem się zostać przy formie wideo.

Wszystko robisz sam?

- Bardzo mocno wspiera mnie moja dziewczyna, zwłaszcza w kwestiach związanych z konsultacją scenariusza. I oczywiście pomaga przy samym kręceniu czy sprawach organizacyjnych. Cała reszta należy do mnie. Wymyślenie scenariusza, prezentacja, montaż. Czasem uśmiecham się, jak słyszę, ile osób pracuje nad jakimś dwudziestominutowym programem w telewizji. Ostatnio dowiedziałem się, że nad jednym z takich programów pracuje 70 osób. Gdybym ja miał taki zespół do dyspozycji...

Jak dużo czasu zabiera Ci praca nad jednym odcinkiem?

- Tak naprawdę najważniejszym elementem jest scenariusz. Czasami powstaje w dwa dni, czasem w dwa tygodnie. Istotne dla mnie jest to, aby przekazywane w „Polimatach” informacje były prawdziwe. Dlatego konsultuję się ze specjalistami. Nie chciałbym podać widzom informacji, której nie jestem pewny, albo która jest nieprawdziwa. Jeżeli jest taka na granicy prawdy, to zawsze zaznaczam, że to jest legenda, że tak się mówi, albo że według niektórych źródeł, ale inne mówią inaczej.

Obiektywizm jest bardzo istotny. Zakładając, że scenariusz już szczęśliwie powstał, sam proces produkcyjny odcinka trwa około dwóch dni. Tyle trwa nakręcenie materiału. Montaż to kolejne dwa dni, czyli przygotowanie jednego odcinka „Polimatów” trwa około tygodnia.

ZOBACZ WSZYSTKIE ODCINKI "POLIMATÓW" >>>

Dobrze, jednak muszę zapytać. Co to są polimaty?

- Nazwa jest synonimem określenia „człowiek renesansu”. Polimat, albo polihistor to jest miano, którym możemy obdarzyć na przykład Leonarda da Vinci. A „Polimaty” to oczywiście zabawa tym słowem. Nazwa miała pokazywać, że można zajmować się wieloma tematami naraz i przedstawiać je w ciekawy sposób. Samo słowo polimates pochodzi z języka greckiego i oznacza osobę, która wie wiele.

Czyli Ty wszystko wiesz!

- Daleko mi do nazywania siebie człowiekiem renesansu. Ale przy realizacji 99 procent programów rzeczywiście korzystałem z wiedzy, którą już wcześniej miałem. Z jednym wyjątkiem - to był program o końcu świata. Jedyny o tematyce fizyczno-chemicznej. Wszystkie inne wymagały jedynie skonkretyzowania informacji, sprawdzenia, czy to, co wiem, to prawda.

Skąd ta wiedza? Czym się zajmujesz?

- (śmiech) Zajmuję się importem z Chin. Muszę wstawać nad ranem, pracuję, a potem zostaje mi sporo dnia, który mogę poświęcić na „Polimaty”. Wcześniej studiowałem prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. To, czego uczyłem się na studiach, zupełnie nie przydaje mi się przy kręceniu programu. Chyba, że logika. Byłem na seminarium magisterskim z logiki i ona okazuje się przydatna, zwłaszcza przy pisaniu scenariusza.

Jak tworzysz scenariusze? Skąd w ogóle wiesz, jak ludzi zainteresować, jak przykuć ich uwagę?

- To wynika tylko i wyłącznie z obserwacji. Żeby ludzi zachęcić do obejrzenia czegoś, co moim zdaniem jest wartościową wiedzą, muszę użyć jakiegoś triku.

Przykład?

- Tytuł odcinka o fascynującym zjawisku, jakim jest deprywacja sensoryczna, brzmiał następująco: „O deprywacji sensorycznej”. Ten odcinek obejrzało 20 tys. ludzi. W momencie, w którym zmieniłem tytuł na „Legalny narkotyk. O deprywacji sensorycznej”, szybko miałem dodatkowe 30 tys. obejrzeń. Wystarczyło zmienić jeden bardzo mały element...

 

Mówisz o kilkudziesięciu tysiącach odbiorców. Kto Cię ogląda?

- Ze statystyk wynika, że oglądają mnie głównie widzowie w wieku 25-34 lat i w około 80 procentach są to mężczyźni. Co ciekawe, mam też 6 procent widzów powyżej 60. roku życia, a to na Youtube rzadkość.

Jaki jest odbiór Twoich programów? Hejtują Cię?

- Często porównujemy z moimi kolegami po fachu nasze kanały i oni zauważają, że tego „hejtu” u mnie jest najmniej. Nie wiem, dlaczego akurat mnie oszczędzono. Ale bardzo sobie cenię konstruktywną krytykę. Jeśli ktoś wytknie coś, co faktycznie słabo zadziałało, to mi to pomaga. Jeżeli ktoś pisze bluzgi, cóż, nie przejmuję się nimi. Na początku się przejmowałem, bo nie wiedziałem, jak działa Youtube. Do tego trzeba się po prostu przyzwyczaić.

Chętnie wchodzę w polemikę z widzami, dlatego też powstał cykl dodatkowy „Polimaty Plus”, gdzie widzowie mogą zadawać mi pytania na temat poprzedniego odcinka. Tak forma dobrze zadziałała. Mam też grono wiernych fanów. Niektórzy, mocno zdeterminowani, wręcz wysyłają mi własne scenariusze. W sumie bardzo to lubię. Niestety, 90 procent takich maili dotyczy propozycji zrobienia odcinka na temat katastrofy smoleńskiej.

Katastrofy nie zrobisz?

- Nie zrobię, to nie jest gra warta świeczki.

Nie kręcą cię kontrowersyjne tematy?

- Ja wcześniej nie znałem definicji kontrowersyjnego tematu! Przygotowując odcinek o Wisławie Szymborskiej nie wiedziałem, że może on być kontrowersyjny, a był. To prawdopodobnie wynikało z mojego błędu, ja ją po prostu za bardzo lubię. I pomimo tego, że powiedziałem o jej komunistycznej przeszłości, fala niezadowolenia była bardzo duża. A jeżeli chodzi o katastrofę smoleńską, to sama tematyka jest bardzo OK. Robiłem kiedyś wykłady stacjonarne o największych katastrofach lotniczych, na przykład tej na Teneryfie. Tyle, że temat Smoleńska jest za bardzo zapalny.

Co dalej?

- Nie wiem, na ile to jest naiwna myśl, na ile to jest marzenie, ale dużo osób twierdzi, że w perspektywie roku, dwóch lat, rynek youtube'owy w Polsce będzie coraz bardziej profesjonalny i będzie można się z tego utrzymać. Ja na to liczę. Chcę robić Polimaty,  zachęcać ludzi do ich oglądania i zdobywać coraz więcej odbiorców. W tej chwili mamy już ponad trzy miliony obejrzeń i chcę żeby to się rozwijało.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • 61
  • 4
Komentarze (33)
Zaloguj się
  • avatar

    Oceniono 91 razy 83

    To nie Sensacje XX w czy Sonda. To bardziej ciekawostki ujete w bardzo ciekawej formie - swietna realizacja - pokazujaca, ze nie trzeba wielkich pieniedzy by robic cos ciekawego i wartosciowego. Dla mnie bardzo na plus.

    poralunchu.pl - o restauracjach na plusie

  • avatar

    Oceniono 54 razy 28

    Mam pretensję do elokwentnego i inteligentnego bohatera wywiadu, że nie zapytał "dziennikarza", co to znaczy "hejtują cię". Takie wyrażenia zeszmacają język polski. Język zawsze coś zapożycza, jest to przydatne - ale TO?!
    Nie ma dnia, żebym nie przeczytała czegoś w polskiej prasie, co mnie dosłownie powala (a mieszkam ponad 30 lat za granicą). "Aresztowano happenera" - co to jest, ten happener?!
    Wydaje mi się, że powinnam iść do szkoły i od nowa nauczyć sie języka polskiego.
    Dziennikarze to byli kiedyś. Teraz tylko byle kmiot sie dorwie do mikrofonu czy klawiatury - i klepie...

  • avatar
  • avatar
  • avatar

    Oceniono 3 razy 3

    Szkoda, że większość stacji tv nie proponuje im pracy. Jest wielu młodych ludzi z ciekawymi pomysłami na programy, a ich nie realizują w telewizji. Sieć jest ok, ale wolałbym obejrzeć takie polimaty niż "śpiewać i tańczyć każdy może". Może kiedyś się to zmieni.

  • avatar

    Oceniono 5 razy 3

    Jak zwykle pełno komentarzy tych, co to sami nic nie zrobili, ale z całą stanowczością twierdzą, że to co robią inni jest do dupy. Telewizja państwowa na misję edukacyjną całkowicie się wypięła. W internecie takich programów jak fizyka w jedną minute po polsku wcale nie ma. Każdego człowieka i każdą instytucję, która próbuje podnieść poziom wiedzy w społeczeństwie powinno się hołubić. Ale nie w Polsce. Człowiek coś próbuje robić, z pasji, nie dla pieniędzy, to go trzeba zgnoić, bo wyrasta ponad tłuszczę. Polskie piekiełko.

  • avatar
  • avatar

    Oceniono 1 raz -1

    Pomysłowi można przyklasnąć, realizację wypadałoby nieco poprawić. Przede wszystkim, w moim odczuciu, całość jest przegadana. Za mało obrazu, a za dużo słów. Przez to prowadzący mówi szybko, bo chce w krótkim czasie powiedzieć jak najwięcej, a na tym traci rytm wypowiedzi - brzmi dość monotonnie, nie ma zmiany tempa. Pomysł jak najbardziej tak, co do realizacji - warto skonsultować się z ludźmi, którzy zjedli na tym zęby i wiedzą jak zrobić to dobrze i ciekawie.

  • avatar

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX