"Sully" powiedział w krótkim wywiadzie, że gdy podjął decyzję o wodowaniu czuł się "spokojny na zewnątrz, zdenerwowany w środku". Całe doświadczenie 58-letni pilot opisał jako "surrealistyczne". Wspomniał też, że był "zszokowany", gdy zorientował się, że w wyniku zderzenia ze stadem ptaków stracił oba silniki.
- Wraz z drugim pilotem byliśmy prawdziwą drużyną. Szokiem dla mnie była cisza, jaka zapanowała po wyłączeniu się obu silników - powiedział "Sully".
Żona kapitana Sullenbergera dodała, że na ich adres przychodzi bardzo wiele listów chwalących wyczyn jej męża.
Przypominamy: kapitan Chesley Sullenberger uratował 155 pasażerów pilotowanego przez niego samolotu, gdy po awarii silników udało mu się bezbłędnie wodować na rzece Hudson. Nikomu nic się nie stało, a "Sully" stał się prawdziwą gwiazdą.
TO NIE KONIEC:
Szkoła ujawnia: pilot-bohater był geniuszem



