poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Człowiek-rakieta nie doleciał. Spadł do oceanu
Yves Rossy chciał przelecieć z Afryki do Europy na skrzydłach przypiętych do ramion. Niestety...
Miał do pokonania 38 kilometrów nad Oceanem Atlantyckim na zachód od Cieśniny Gibraltarskiej. Wyskoczył z samolotu nad Marokiem, dzięki odrzutowym silnikom, które są przyczepione do skrzydła, leciał z prędkością 220 km na godzinę.
Yves Rossy w czasie lotu - fot. AP
Po 13 minutowym locie miał wylądować w Atlanterra w południowej Hiszpanii. Ale lot się nie udał - zaledwie po kilku minutach silniki zgasły, Rossy otworzył spadochron i spadł do oceanu. Ekipy ratunkowe natychmiast ruszyły mu na pomoc i wyłowiły lotnika.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z AKCJI RATUNKOWEJ>>>
Rossy'emu nic się nie stało, ale na wszelki wypadek został przetransportowany do szpitala. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną niepowodzenia. - Wiatr był wyjątkowo niesprzyjający dzisiaj - napisali organizatorzy na Twitterze.
A tak to miało wyglądać:
49-letni Rossy po raz pierwszy latał na skrzydle z silnikami odrzutowymi własnej konstrukcji w 2004 roku. Stał się sławny, gdy we wrześniu 2008 roku pokonał w ten sposób Kanał La Manche. Przypomnijmy: wtedy udało się dopiero za trzecim podejściem (start był przekładany z powodu pogody). Teraz zapewne też możemy spodziewać się kolejnych prób.









![Monika Olejnik zaprasza na... Ups! Takie wpadki lubimy [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/4/8327/z8327774R.jpg)

![”Jarek pier***sz! Nie było cię tam!” - wersja oryginalna [POSŁUCHAJ]](http://bi.gazeta.pl/im/5/8326/z8326735R.jpg)

!["Jarek, pier***sz! Nie było cię tam!" Na pewno nie było? [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/8/8322/z8322658R.jpg)




