fot. AP
George W. Bush słynie ze swobodnego podejścia do językowych konwenansów. Na szczycie G8 przekonał się o tym premier Kanady Stephen Harper, którego prezydent przywołał wyluzowanym "Joł". Biedak Bush nie wiedział, że w pobliżu jest mikrofon.
Przed roboczym lunchem Bush był w wyjątkowo dobrym humorze. W pewnym momencie objął ramieniem prezydenta Nigerii i radośnie powiedział: "Jesteś dobrym facetem. Jesteś dobrym gościem". Widocznie uznał, że trochę afirmacji nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
Później wciąż radosny Bush przesunął palcem poniżej nosa i krzyknął do Harpera: "Joł Harper! To prezydent Nigerii!". Ale to jeszcze nie koniec. Prezydent postanowił bowiem poświęcić chwilę na analizę stosunków izraelsko-libijskich.
- Syria musi sprawić, żeby Hezbollah przestał babrać się w tym g... i wtedy się skończy - stwierdził w rozmowie z Blairem. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej skomplikowane sprawy najlepiej jest wyjaśniać najprostszymi słowami. Na koniec padło ostatnie "Joł". - Joł Blair, co porabiasz? Wychodzisz? - zapytał Bush.




![Bardzo zły reporter [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/5/7649/z7649935R.jpg)





