poleć stronę wydrukuj podyskutuj na forum
Wybory w Deserze: największe wpadki przy urnach!
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wpadki wyborcze to już tradycja. Mamy wrażenie, że w tym roku wyborcy i członkowie komisji mieli wyjątkowo dużo inwencji. Oto dlaczego jeszcze długo będziemy pamiętać o wyborach parlamentarnych 2007:
Najdziwniejsza urna. W Poznaniu jedna z komisji wystawiła urnę zrobioną z... kosza na śmieci. Nie wiemy, czy był to tendencyjny żart członków komisji, czy naprawdę zabrakło zwykłych urn. Kart też zabrakło i coś nam się przypomniało: ''Są karty? Nie ma. Urna jest? Nie ma. A co jest? Ja jestem"...
Najgorszy wyborca. Zwycięzcą w tej kategorii jest - naszym zdaniem - mieszkaniec Ursynowa. Mężczyzna źle wypełnił kartę do głosowania i zażądał drugiej. Gdy przewodnicząca nie zgodziła się, uderzył ją po rękach. Dodamy, że mężczyzna był trzeźwy. Członkom komisji naprawdę współczujemy. To bardzo niebezpieczna praca i powinni dostawać jakieś dodatki...
Najdziwniejsza pomyłka. W Koszalinie zaginęła lista wyborcza. Prawdopodobnie przez pomyłkę wydano ją razem z kartami do głosowania i ktoś wrzucił ją do urny, którą w efekcie trzeba było przeszukać. Przypadek?
Najdziwniejsza reakcja na wyniki wyborów. Zwycięstwo w tej kategorii bezapelacyjnie należy się działaczce PiS-u, Anne Rudzkiej. - Warszawa to hołota. Prawdziwej Warszawy już nie ma! Tutaj jest warszawka, która nie potrafi nas docenić! - krzyczała kobieta do dziennikarzy po ogłoszeniu wyników. Pani Annie gratulujemy i życzymy spokoju.
Najgorsza organizacja, czyli dlaczego cisza wyborcza zakończyła się dopiero przed 23. Zabrakło kart do głosowania - to naszym zdaniem największa wpadka tych wyborów. Oto jak całą sytuację skomentowali wyborcy w krążącym smsie: "Podobno cisza wyborcza potrwa do Bożego Narodzenia, a potem premier podejmie decyzje". Najwyraźniej wymyślił go jakiś pesymista. Skończyło się już o 23. Tylko trzy godziny po czasie.
Zobacz także: Wybory w Deserze
Uwaga: Teraz jeszcze więcej polityki w Deserze!


