Choć na południu Polski wciąż zgłaszane są przypadki spotkania z dużymi kotami, służby są już spokojne.
Jak czytamy w "Polska The Times", z problemem poradzono sobie z dala od czujnego oka mediów. Tak bardzo z dala, że nie wiadomo, czy potrzebna była zgoda na strzelanie do pum ani czy i gdzie z niej skorzystano.
Władze potwierdzają tylko niektóre fakty. Po pierwsze, drapieżników było pięć, z czego trzy grasowały w Polsce. Po drugie, faktycznie były to drapieżne pumy. Niebezpieczne zwierzęta uciekły z nielegalnej hodowli w Czechach. "Lakoniczne" informowanie o nich miało nie dopuścić do wybuchu paniki.
W rozmowach z "Polska The Times" przedstawiciele regionalnych służb kryzysowych i innych odpowiedzialnych służb nie chcieli wprost przyznać, że zwierzętami zajęli się zawodowi myśliwi. - To było już dawno temu. Nie ma sensu dalej ostrzegać ludzi - mówi gazecie Andrzej Szczepionek z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
Odstrzał pum był zgodny z prawem. Nie są one w Polsce chronione, a gdy zwierzę stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, zabicie go jest uprawnione.
Więcej przeczytasz na stronie internetowej "Polska The Times".
POLECAMY:
Pech pogodynki: mikrofon wpadł jej... pod bluzkę [WIDEO]





![Znalazł żywe larwy w skrzydełkach z McDonalda. Obsługa nawet nie przeprosiła [WIDEO]](http://bi.gazeta.pl/im/2/11698/z11698042D,McDonalds.jpg)

