Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Skok na spadochronie - fot. sxc.hu
26-letnia Lareece Butler miała niesamowite szczęście. Skoczyła ze spadochronem z wysokości ponad 900 metrów, ale... miała problem z prawidłowym otworzeniem spadochronu i spadła na ziemię wirując z dużą prędkością. Jej chłopak stał na dole i bezradnie patrzył na przerażający wypadek Lareece.
Jakimś cudem skończyło się tylko na siniakach, złamanej nodze i wstrząsie mózgu. - Lekarz powiedział, że to musiała być boska interwencja - opowiadał zszokowany krewny kobiety.
Wypadek miał miejsce w sobotę niedaleko Grahamstown w RPA. Lareece dochodzi w szpitalu do siebie i... twierdzi, że została WYPCHNIĘTA z samolotu przez instruktorkę.
Na pokładzie samolotu znajdowało się pięciu skoczków, Lareece miała skakać jako czwarta, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. - Zobaczyłam jak tych trzech chłopaków skoczyło i wszyscy trzej zaplątali się w linki, jeden wpadł w korkociąg - opowiada w rozmowie z gazetą ''Daily Dispatch''. I dodaje:
26-latka chciała otworzyć zapasowy spadochron, ale nie udało się. - Powiedziałam: ''Boże, proszę uratuj mnie. Mam syna''. A potem nic nie pamiętam. Obudziłam się tutaj w niedzielę - mówi. Dodajmy, że nie był to jej pierwszy skok.
Jej rodzina chce teraz wystąpić na drogę prawną przeciwko Klubowi EP, który organizował skoki. A klub odpiera wszystkie zarzuty. - Przeprowadziłem dochodzenie w tej sprawie i nie dopatrzyłem się niczego, co by je uzasadniało - mówi Joos Vos, członek klubu.
Na miejsce wypadku przybyła policja, ale jak na razie nie wszczęła śledztwa. Prowadzi je za to Towarzystwo Spadochronowe Południowej Afryki. - Na tym etapie wygląda to tylko na dziwny wypadek - twierdzi rzecznik Towarzystwa, Mark Bellingan.
Hal
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX