Skomentuj:
Komentarze (1)
-
to zwykły fotomontaż...
---
biografie-gwiazd.blogspot.com
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Nie trwało to długo... (fot. Albanpix Ltd / Rex Features / EastNews)
49-letni Gary Collings razem z kolegą wracał z Niemiec do Wielkiej Brytanii na pokładzie niewielkiego samolotu typu Piper PA32. Panowie lecieli właśnie nad Morzem Północnym, kiedy zaczęły się kłopoty.
Silnik zaczął charczeć, a w końcu odmówił współpracy - do wybrzeża hrabstwa Suffolk zostało wówczas jeszcze ok. 24 km. Nie mieli szans, żeby dolecieć. Sterujący samolotem Collings (jest - a właściwie był - on również właścicielem wartej 70 tys. funtów maszyny) nadał komunikat z wołaniem o pomoc i zdecydował się na wodowanie. W ostatniej chwili.
Zadanie nie było łatwe: 25-letni Piper musiał najpierw zejść z wysokości 1,82 km, a potem uderzyć w taflę wody przy prędkości ponad 100 km/h. Udało się. Samolot dryfował, a Collings i jego kolega szybko wydostali się na skrzydło i wsiedli do tratwy ratunkowej.
A jego samolot w tym czasie tonął. - Powiedziałem wtedy: ''To zasługuje na zdjęcie''- mówi Collings. Jak powiedział, tak zrobił. A potem panowie zadzwoniliśmy do żon, żeby je ''uspokoić''. I czekali na pomoc.

Tonący samolot i jego właściciel (fot. Albanpix Ltd / Rex Features / EastNews)
Po pół godziny z wody ściągnął ich helikopter RAF-u. - Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ocaleliśmy cudem - uważa 49-latek. Jak podkreśla, statystyki dotyczące podobnych sytuacji przemawiały przeciwko nim. - Mogliśmy łatwo zginąć lub zostać ciężko ranni. A właściwie nic nam się nie stało - mówi.
Obaj mężczyźni doznali tylko lekkich obrażeń, trafili do szpitala na badania - ale tego samego dnia zostali wypisani do domu.
Hal
Ocena:
0 głosów
to zwykły fotomontaż...
---
biografie-gwiazd.blogspot.com
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX